Recenzja ołówków Faber Castell – Jon Snow (Gra o tron).

Witam serdecznie! Dawno nie było na blogu żadnej pracy, a będąc po obejrzeniu najnowszego sezonu GoT, nie mogłam się powstrzymać. Tak powstał Jon Snow, a raczej Król Północy. Mam nadzieję, że to nie będzie ostatni rysunek powiązany z tym wspaniałym serialem.

Aby wpis nie był tylko pokazywaniem ostatniego rysowania, opowiem Wam chętnie o nowiutkim zakupie – ołówkach Faber Castell. Ta recenzja została już obiecana przy rysowaniu Ciri, więc chyba najwyższy czas ją napisać.

jon snowJon Snow nie jest pierwszą pracą, która powstała za pomocą omawianych ołówków. Ich chrzest bojowy miał miejsce przy tworzeniu innego portretu, który także pojawił się już na blogu – bohaterów filmu „La la land”. Nie chciałam się jednak wtedy wypowiadać na ich temat, bo to by było za wcześnie. Dopiero po ich dłuższym użytkowaniu jestem pewna, że powstanie uczciwa recenzja.

Kupiłam zestaw z linii Castell 9000, ale wersję Art. Co to oznacza? Że mamy twardość grafitu od 2H do 8B. Można też zakupić wersję Design, ale tam mamy skalę od 5B do 5H – czyli przeważają twardsze ołówki, czyli jaśniejsze, bardziej precyzyjne. Jak sama nazwa wskazuje, idealne dla kogoś, kto musi projektować, np. plan budynku. Dla rysującego, polecam wersję Art: nie ma to jak dobry ołówek 8B, by dodać głębi rysunkowi.

Niestety, ja, jak to ja, chciałam mieć też więcej ołówków H – bo kto wie, kiedy będą i takie mi potrzebne? Nie miałam jednak zamiaru kupować drugiego zestawu, bo część ołówków by mi się zdublowała. Na szczęście, na stronie Faber Castell można kupić ołówki także pojedynczo, co też zrobiłam. Używając sloganu z znanego anime, teraz mam je wszystkie.

Co do ceny, gdy zamawiałam, zapłaciłam coś ok. 60 zł za zestaw. Teraz, jak patrzę na stronę producenta, trwa promocja – 49,99. Jeśli ktoś się zastanawiał, niech korzysta. Wystarczy, że ja już przepłaciłam 😉

Mam tylko jeden, inny zestaw ołówków, do których mogę porównywać nowe. Ołówki firmy Grand, tak stare, że aż Wam nie napiszę, bo wstyd. Dostałam pewnego dnia jako nastolatka i byłam zachwycona. Był to mój pierwszy, jak mi się wtedy wydawało, profesjonalny zestaw. Cóż, na pewno pierwszy, w którym były różne twardości ołówka do wyboru. Wcześniej rysowałam tylko ołówkiem szkolnym, lub tymi małymi z Ikei. Szaleństwo.

Dla mnie największą zaletą ołówków Faber Castell to stworzenie bardzo przemyślanego zestawu dla rysujących. Jest fantastyczny ołówek F, do tworzenia podkładu (takiego w poprzednim nie miałam) i ciemny 8B (w starym komplecie najmiększym był 6B – ha, wtedy myślałam, że to czerń!). Mamy też parę twardych ołówków do tworzenia szkiców, jak i wiele pośrednich miękkich, by stworzyć płynne przejścia.

Może kolejna zaleta wyda się błaha, ale każdy, kto kiedykolwiek przeklinał przy temperowaniu ołówków, mnie zrozumie. Poprzednie ołówki uwielbiały się łamać, czasami wkład „sam” wypadał – były połamane już w środku. Nie, nie rzucałam nigdy nimi o podłogę, uprzedzam pytania. A moment ich ostrzenia… zgroza. Albo pod kątem, albo ponownie się łamał, albo końcówka była uszczerbiona… Brak słów. Ołówki Faber Castell temperuje się szybko, bezproblemowo i o to chodzi. Przecież masz swój cenny czas poświęcić rysowaniu, a nie na ostrzeniu, prawda?

Wypadałoby jednak w końcu napisać, czy jakość ołówków wpływa na jakość rysunki. I wiecie co? Tak. Gdy cieniowałam swoimi starymi narzędziami, często to cieniowanie było nieczyste – i to nie z mojej winy. Mimo utrzymywania takiego samego nacisku, nagle jakaś uszczerbiona, lub twardsza cząstka w wkładzie się wybijała i robiła ciemniejszą kreskę, albo podrapała papier. Z nowym zestawem mi się to jeszcze nie zdarzyło. Wszystkie błędy w rysunku czy nierówności to tylko moja wina, a nie powód zewnętrzny.

Tu jednak pojawia się pytanie, czy bez dobrych ołówków nie nauczysz się rysować? Nauczysz i to spokojnie. Żadne, najdroższe, najlepsze, och i ach narzędzia nie narysują za nas! Przecież portret Ciri powstał starymi ołówkami. Czy tymi nowymi wyszedłby lepszy? Pewnie nie, byłby taki sam, bo te same ręce go rysowały. Odpowiednim pytaniem byłoby to, czy rysowałoby mi się nimi wygodniej, szybciej i przyjemniej – na pewno tak.

jon snow

Myślę, by pokazać Wam parę starych rysunków, które powstały za pomocą ołówków z Ikei, co Wy na to? Na dowód, że nie jakość narzędzi świadczy o artyście. Hmm, może w ogóle jakaś seria o starych rysunkach z czasów szkolnych? Były naprawdę średnie.

Portret, na którym jest Jon Snow powstawał w stosunkowo krótkim czasie, bo parę godzin jednego dnia i może z trzy godziny drugiego. Szkoda, że rozłąka pomiędzy nimi wynosiła dwa miesiące 😉 Mam nadzieję, że Wam się podoba.

Na tym zakończę tę recenzję jak i wpis. Już jest koniec października, zatem trzymajcie się ciepło, bo winter is coming.

Pozdrawiam,

Monika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *