Kartki świąteczne | Christmas DIY

Witam! Wiem, że Boże Narodzenie jest za niecałe dwa miesiące, nie musicie się martwić o moje zdrowie psychiczne 😉 Jednak też wiem, że czeka mnie mnóstwo pracy do końca grudnia i jeśli chcę mieć zrobione wszystko na czas, muszę zacząć już w listopadzie. Co roku wysyłam najbliższym własnoręcznie robione kartki świąteczne (z zeszłego roku możecie zobaczyć tu) i nie zamierzam ich nie zrobić tym razem. Chcecie wiedzieć jak?

Najpierw trzeba się wprowadzić w świąteczny nastrój – polecam zrobienie sobie gorącego kakao. Teraz można zaczynać. Oczywiście, jeśli w ogóle macie zamiar komuś cokolwiek wysyłać. Ja uważam to za przepiękną tradycję, a Wy?

Znajduję na Pinterest jakąś piękną kaligrafię z odpowiednim napisem; u mnie „Merry Christmas”. Ostrożnie, przy pomocy linijki i ołówka, przerysowuję na kartkę. Dziś zdecydowałam się na kartki o dwóch, niezbyt oczywistych jak na święta kolorach: czarnym i szarym.

Gdy efekt mnie zadowala, chwytam za moje dwa ulubione mazaki – srebrny i złoty, wypełniam nimi napisy. Teraz już wiadomo dlaczego wybrałam tak ciemne kolory papieru. Przecież na niczym innym tak pięknie nie kontrastuje jasny błysk, prawda? Staram się „ponapychać” markerami całą kartkę, w końcu ma być na bogato, prawda?

W razie potrzeby i koncepcji, w niektórych miejscach dokładam czarny i biały marker, który ma imitować śnieg. I to wszystko. Plus jeszcze życzenia w środku, oczywiście.

Za proste, czy właśnie bardzo dobrze, że proste? Sami oceńcie.

Własnie zorientowałam się, że to chyba pierwszy post w którym jest więcej zdjęć niż tekstu!

Pozdrawiam Was gorąco i już myślę nad kolejnymi kartkami. Mam tyle pomysłów! Też robicie kartki świąteczne dla najbliższych? Mam nadzieję, że ten post komuś się na coś przyda i przynajmniej zainspiruje do własnoręcznego wykonania takich kartek, niźli kupowania w sklepie. Taka przesyłka sprawi zdecydowanie większą radość, prawda?

Do najbliższego napisania,

Monika

PS. Na zdjęciach nie widać, jak napisy się cudownie mienią, więc nagrałam je w ruchu. Voila!

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *